Jak zawsze nie mogłam doczekać się weekendu, tak teraz już go mam bez specjalnego wyczekiwania. Nie miałam czasu porozmawiać z siostrą, a do tej pory wisiałyśmy na telefonie codziennie. Ona też ma w pracy urwanie tyłka.
U mnie wielkie zmiany. Na nowym stanowisku wszystko nowe, wszystko inne i uczę się każdego dnia czegoś innego.
Wciąż coś załatwiam, gdzieś dzwonię, umawiam spotkania. Wczoraj miałam do czynienia z protokołami. Wszystko zaczynam od podstaw.
Nie, nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Wiem, że to czubek góry lodowej,
ale kurcze chcę na tę "górę" wleźć :)
Moja serwetka czeka cierpliwie ciepnięta w kąt.
Czasami coś tam podłubię i powolutku przybywają kolejne oczka.
Serweta ma 70 cm średnicy i nadal jest w stanie wymiętolonym.
Pochwalę się przy okazji takim czymś hmmm jak by to nazwać?
Stojaczek na kordonek, trzymadełko.... no takie cosik drewniane.
O tuż ten mały sprzęt zrobił dla minie tato. Spryciarz :)
