czwartek, 15 grudnia 2016

Nikt i nic w życiu nie jest nam dane na zawsze...

Zaległości, zaległości...
- nie tylko w blogosferze, ale też na innych płaszczyznach. Postawiłam przed sobą nowe wyzwania i nowe cele. Ostatnio mój wolny czas skurczył się do wielkości rodzynka. Pojawiły się kłopoty (a kto ich nie ma) więc wzięłam się w karby i nie poddaję.
Od września trwam w diecie i chociaż mam na swoim koncie małe grzeszki (wszak jestem tylko człowiekiem), to z diety nie rezygnuję. Obecnie waga spada powolutku, ale spada i to jest najważniejsze.  Jesienna aura nie pomaga i wszystko jest bee:
- pogoda jest bee
- zakupy trza zrobić bee
- rano wstać bee
- znowu pada bee
- wychodzisz z domu jest ciemno bee
- wracasz do domu jest ciemno bee

Można by mnożyć te bee, ale w tym wszystkim staram się zachować równowagę. I tak ostatnio zrobiłam sobie jednoosobowy kinderbal; włączyłam masażer do pleców + do tego "Asterix i Obeliks w służbie jej królewskiej mości", polałam sobie wino i resetowałam. Po trzech godzinach było po filmie (ale początek widziałam), skończyło się wino (ktoś mi wychlał -  na pewno), szyja bolała (rzecz jasna przespałam), a plecy tak wymasowałam, że jeszcze przez trzy dni czułam. 
Po owym jednoosobowym kinderbalu moja codzienna gonitwa ponownie wróciła do równowagi. Dziewczyny POLECAM.

Czasu na dzierganie praktycznie już nie mam. W łóżku przed snem machnę dwa rządki i zasypiam. I aby tylko zdrowie było, to dam radę. W ekstremalnych sytuacjach człowiek znajduje w sobie zdwojone pokłady energii, doba się wydłuża i można działać. 
Czytam Wasze blogi i często piszecie, że się coś knoci, że znowu pod górę, komuś tam się życiowe koraliki rozsypały, ale w sumie wszystkie dajemy radę. Do dziś sama sobie nie mogę się nadziwić jak ja to zrobiłam 10 lat temu, że nie tylko dałam radę, ale dźwignęłam, uniosłam i do dziś trzymam. Wtedy i moje koraliki się rozsypały. Moje życie weszło w taki zakręt, że niewiele brakowało, bym się nie utrzymała i runęła w przepaść. Dosłownie moje życie i mój los wywróciły się do góry nogami. Strach przed wszystkim, czy sobie poradzę, sama ze swoimi myślami, zawiedziona, opuszczona, uciekłam na wrocławski Zakrzów, który wówczas był dla mnie końcem świata. 

Piszę Wam o tym wszystkim, bo wiem, że zawsze coś się dzieje po coś (masło maślane, ale wiecie o co chodzi). Nikt i nic w życiu nie jest nam dane na zawsze. Ponosimy klęskę, ale potem wychodzi słoneczko.

Dziś Zakrzów jest "moim Zakrzowem", moim miejscem do którego chcę wracać. Tu moje nowe życiowe koraliki ponawlekałam na szur i mocno trzymam. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Wiadomo, to czas radości i oczekiwania, ale to też czas w którym ze zdwojoną siłą czujemy jak bardzo jesteśmy samotni. Te 10 lat temu Święta były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Dałam radę. Podniosłam się, poprawiłam koronę i zapierniczam... aby tylko zdrowie było :)

PS. Pozdrowienia dla bloggerki od koralików.


Na koniec w tym całkiem niedziewiarskim wpisie fotka ostatniego udziergu.





Pozdrawiam

Jola






wtorek, 8 listopada 2016

Na moim koncie kolejna ślicznota. Kolory chusty są mega jesienne 
i pięknie się układają. Zrobiłam bardzo dużo zdjęć i ciężko było mi wybrać tylko kilka do pokazania.


Wymiary:

- dwa krótsze boki mają po 150 cm
- górny najdłuższy bok ma 190 cm.

Chusta jest do wzięcia :)














A co u mnie?
Dalej walczę. Dawno się tak nie zawzięłam i nie pamiętam kiedy ostatnio tak długo wytrwałam w diecie. Zmiany jakie następują bardzo mnie dopingują. Czuję się zupełnie inaczej - młodziej i alergia częściowo odpuściła. Bez problemu włożyłam jeansy, które ostatnio miałam na sobie w 2013 roku! Poskładane w kostkę czekały na mój kam bek. Nauczona doświadczeniem w zrzucaniu kilogramów jeszcze się zbyt szybko nie cieszę, bo prawdziwym wyzwaniem będzie utrzymać, to co wypracowałam. W tej kwestii poległam nie raz. 

Pozdrawiam 

papatki

Jola




niedziela, 23 października 2016

Łykendowanie dobiega już końca.  Ostatnie trzy dni minęły mi na wysokich obrotach. I chociaż lubię zaszyć się na mojej ukochanej kanapie z słuchawkami, muzyczką i drutami w rękach, to w ten weekend nie było mi to dane. Absolutnie nie narzekam, bo w tym czasie starałam się być wsparciem dla bliskiej mi osoby, spotkałam się z kumpelkami ze stolicy, ulepiłam milion pierogów, upiekłam mega pyszne ciasto (czekoladowo-migdałowe), oprałam, podkarmiłam i wysłałam moje pisklę do szkoły (zobaczymy się za dwa tygodnie buuu). Dziewiarsko też się postarałam i skończyłam chustę (przysięgam kiedyś je policzę). 
Gdy ją dziergałam, to kolory mnie troszkę przerażały. Jednak po przepraniu, blokowaniu i obfoceniu uważam, że dawno nie zrobiłam tak odważnej, energetycznej i oryginalnej chusty. Kolory kojarzą mi się z Amazonią. 


Wymiary:

- górny najdłuższy bok ma 190 cm
- dwa krótsze mają po 150 cm

Chusta jest do wzięcia








A obecnie dzierga się...
nie, nie chusta
to będzie łaszek dla Joli.

Cieplutko pozdrawiam
bay bay



niedziela, 2 października 2016

Dziergana apaszka #2

Jakiś czas temu zobaczyłam w e-dziewiarce ładny moteczek. Standardowo bez celu i bez pomysłu zakupiłam go. Co można zrobić z jednego motka?
Moteczek leżał sobie, aż trafił na drutki i wyszła apaszka lub  mała chusteczka, jak kto woli. Skład włóczki, to 100% bawełny więc jest bardzo miła w dotyku, lejąca i ładnie się układa.

Apaszka ma kształt banana. Jeden z brzegów wykończyłam ozdobną koronką.

Kolory to prawdziwy mix błękitu - niebieskiego - fioletu - turkusu 
i miętowego.



Wymiary:
- długość 130 cm
- szerokość w najszerszym miejscu 30 cm
















Ciepło pozdrawiam wszystkich zaglądaczy

Jola





wtorek, 27 września 2016

Oliwkowo - koralowa

Kochani, to nie są żarty. Chłodem trąca po giczałach. Dziś zarzuciłam na jeansową kurtkę poncho (własnoręcznie wydziergane). Ranki rześkie i przyjemne, a że zwlekam z cieplejszym ubieraniem się, to trochę mnie telepie. Dziś też pierwszy raz zarzuciłam pończoszkowe podkolanówki, których szczerze nienawidzę. I w tym miejscu (uwaga będę wredna), co za technolog imbecyl wymyślił w owych pończochowych podkolanówkach rąbki na palcach!!! Pytam się kto? Rąbki na palcach to dla kobiecych stóp tortura. Oj taki pan technolog nie chce wiedzieć co ja myślę o nim po całym dniu noszenia owej pończochowej podkolanówy. A myślę, że dopiero zlazł z drzewa i nic, a nic nie zna się na kobietach i niech spada z powrotem na drzewo. Na szczęście bezszwowe skarpeciaki/podkolanówki są do kupienia. 


Okej trochę zboczyłam z tematu. Wszak to blog chuściarski :)
Dziś będzie grubo i mięsisto. Bohaterką dzisiejszego wpisu jest chusta wydziergana na wakacjach w nadmorskich klimatach. W jej skład wchodzi wełna i akryl oraz zauważalny jest delikatny kolorowy włosek. 

Mój aparat jak zwykle oszukuje i trochę przekłamuje kolory. Oliwkowy się zgadza, ale różowy wcale nie jest różowym, tylko koralowym. 


Chusta jest do wzięcia 











Pozdrawiam

Jola



piątek, 23 września 2016

Lato się kończy, a może już skończyło. Wrzesień przywitał nas piękną ciepłą pogodą i opuszcza  rześkimi i chłodnymi porankami. 
Nie wiem jak Wy, ale ja na zmianę pór roku zawsze reaguję z opóźnieniem. Rano na termometrze 4 stopnie, ale i tak idę do pracy z gołym nogami. Tłumaczę sobie, że popołudniu będzie ciepło. Widzę ludzi zaopatrzonych już w nowe ciepłe swetry i kurtki, a ja? Ja na letniaka trzymam się odchodzącego lata. 

Przede mną kolejny etap rehabilitacji. Kolana mi chrupią jak dobra kruszonka, ale na szczęście już nie bolą. Walczę o siebie, o swoje zdrowie, a spadające kilogramy dodają mi skrzydeł. Rower zakurzony, czeka na mój lepszy czas. Póki co mój Panocek codzienne rowerowe treningi pokonuje beze mnie. 


Ale do rzeczy.
Wydziergałam chustę w pastelowych kolorach delikatnego wrzosu, beżu i ecri.
Chusta jest z moheru, duża, delikatna i zwiewna. Taki milusi dziurawiec.


Wymiary:

- górny najdłuższy bok ma 190 cm
- dwa krótsze boki mają po 150 cm

Chusta jest do wzięcia.








Pozdrawiam

Jola








piątek, 26 sierpnia 2016

Nymphalidea

Nymphalidea wg projektu Melindy VerMeer to udzierg, który zawsze przykuwa uwagę. Sam wzór i wykonanie jest bardzo proste, a efekt niesamowity. W dzierganiu tej chusty jest fajne, też to, że dopiero w trakcie tworzenia widzisz jak ona będzie faktycznie wyglądać. Moją wykonałam z dwóch cieniowanych włóczek. Nie wiedziałam w którym momencie dane pasma koloru spotkają się rządek przy rządku. To już była loteria. Wzór jest darmowy, a tu link do niego.



Wymiary:

- długość  2 m
- szerokość w najszerszym miejscu 60 cm


chusta jest do wzięcia :)









Życzę miłego łykendowania.

Jola




środa, 24 sierpnia 2016

Po wcześniejszym biadoleniu i roztkliwianiu się nad moimi pokręconymi kolankami, biere się w karby i...  będzie chusta. (a to niespodzianka ;) )

Owa dzisiejsza bohaterka jest bardzo delikatna, zwiewna 
i romantyczna. Kolory są łagodne i nienachalne. Jest spora, dosyć dziurawa, ale przy tym milusia taka do otulania.

Kolory jak widać na zdjęciach są pastelowe błękitno - beżowo - ecri.



Wymiary:
- górny najdłuższy bok 190 cm
- dwa krótsze boki mają po 145 cm

Chusta jest do wzięcia.








Dobranoc papatki

Jola