Gdy w domu krąży "zapaszek" mokrego barana, to znaczy, że suszy się coś wełniastego. Ano suszy się mój szaliko-chustek. Dopiero na zdjęciach zauważyłam, że nie jest idealnie upięty szpilkami, ale kto by się tym przejmował. Przecież z szalowego się nie strzela. Ten szyjogrzej wydziergałam z Alize Cashmira 100% wełenki. Miałam trochę objekcje co do różowych wstawek, bo nigdy nie przepadałam za tak intensywnym różem. Blondynka w różowym źle mi się kojarzy. Pomysł na formę zaczerpnęłam ze strony Dropsa. A ja formy lubię proste i w kwiatowych ażurach jakoś dziwnie się czuję. Ażury wolę podziwiać na kimś, na sobie nie koniecznie.
Kolejnym cosiem dzierganym dla siebie będzie czapka, potem mitenki i zima mi nie straszna. Jak chustek ładnie wyschnie
i skończy się blokować zrobię zdjęcie na żywym organiźmie.
A to "pachnąca" baranem Cashmira, po wyschnięciu wszelkie gnojowe aromaty znikną :)
(niestety mój aparat z różowego zrobił fuksję)
(niestety mój aparat z różowego zrobił fuksję)
Pozdrawiam i życzę udanego weekendu :)