Melduję, że żółta siatka już skończona. Nawet fajnie się układa.
Może będę nosić.
A faktycznie dzianinka ta kojarzy mi z siatką jaką nosiła moja mama w czasach PRL. Gdy wrzuciła do niej np. kapustę, to szorowała siatką po chodniku, bo robił się tzw. "dój".
Co do samej włóczki, to pierwszy i ostatni raz cokolwiek z niej robiłam. Wybrałam ją, bo była śliska i o to mi chodziło. Po wydzierganiu bluzka miała być lejąca. Oj jak strasznie mi się przelewała przez druty. A gdy spadło oczko, to już była kompletna klapa, bo oczko poleciało jak w pończosze.
Jestem szczęśliwa, że to dziergadło już jest skończone.
Tradycyjnie kombinowałam przy mojej wręcz żenującej sesji fotograficznej.
A o to efekt.
A teraz dłubię coś nowego. Mega kolorowego i milutkiego.
Dzierga sie bardzo przyjemnie i szybko.
A co to będzie????
Hmmmmm
Nie to nie czapka na pierwszy dzień wiosny, ani skarpetki :)
To sweterek dla Alutki :)
Wstępny zarys:
A teraz zapraszam na pyszną herbatkę ze świeżej mięty.
Miętę nazbierała w ogródku moja 90-cio letnia babcia.
Mimo sędziwego wieku babcia jest w stu procentach "elektryczna".
W tygodniu zalicza wypady na ogródek (dojazd komunikacją miejską). Odwiedzi dziadka na cmentarzu (również MPK) i poleci do kościoła.
Pozazdrościć babci energii.
Jeszcze nie opanowała facebooka, ale wszystko przed nami.
Babcia jest kochana i niezastąpiona.
Pozdrawiam i słońca życzę :)
