Nie pamiętam kiedy ostatni raz gotowałam botwinkę.
Jakoś tak wyszło.
Jakoś tak wyszło.
Obecna botwinka jest dziełem przypadku, bo dostałam od mojej babci (90-cio letniej, o której już wspominałam) całe naręcze młodziutkich buraczków razem z zieleniną.
Wzięłam się za siekanie zieleniny, łodyżek i buraczków.
Ugotowałam wywar z warzyw i kilku starych buraków.
A że bardzo lubię buraczki to po wyjęciu ich z wywaru zwyczajnie je pożarłam.
Przepisów na botwinkę jest mnóstwo w internecie. Często podawana jest ze słodką śmietanką. Ja jednak wolę z kwaśną gęstą śmietaną
oraz solidnie posypaną siekanym koperkiem.
My starszyzna jedliśmy z ziemniaczkami o tak:
Junior zaś wcinał z ryżem.
Bardzo lubi ryż i chyba tylko do herbaty go nie dodaje ;)
:) :) :)


