Jak już zauważyliście, mam hopla na punkcie dziergania chust. Sama zastanawiam się kiedy mi się znudzi. Nie wiem, ale dopóki sprawia mi to radochę, dopóty bedę je dłubać.
Chust powstało wiele i może powinnam je policzyć. Po każdej takiej chuścince zostaje mi kawałeczek włóczki. Czasami jest on naprawdę niewielki, ale zawsze nawet ten najmniejszy kawałeczek niteczki odkładam do pudełeczka pod nazwą "przydasie" i tam sobie czeka.
Ostatnio postanowiłam owe pudełeczko opróżnić i z resztek moherkowych włóczek wykonać otulacz. Tym razem w ruch poszło szydełko, a efekt końcowy... sami zobaczcie.
Otulacz jest mój i bardzo fajnie się sprawdza.
Początkowo troszkę podgryzał,
ale już się przyzwyczaiłam, bądź on złagodniał.
A we Wrocku nadal ani grama śniegu, ale jest lekki mrozik
i słoneczko zagląda mi w okna.
Pozdrawiam
Jola