poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Mieszczuch

Jestem typowym mieszczuchem. Tu się urodziłam i wychowałam. Na wsi czuję się świetnie przez ok 2 tygodnie. Potem zaczynam już tęsknić za gwarem miasta.  Lecz Wrocław to nie tylko beton. Owszem są tu PRLowskie budynki, nowoczesne gmachy tak jak Sky Tower, który wcale nie rzucił mnie na kolana. Są osiedla 
z wielkiej płyty,są przepiękne nowe osiedla urządzone ze smakiem
i przepychem, ale są również stare poniemieckie kamienice. Te lubię najbardziej. Na niektórych do dziś pozostały dziury od kul z czasów II wojny. Można znaleźć niemieckie napisy na elewacjach. Część kamienic odrestaurowano i pozbawiono ich tego wyjątkowego klimatu. Część jest kompletnie zaniedbana... a szkoda. 






Ten dom wybudowano w 1927 roku. W czasie II wojny ocalał, bo tuż obok był szpital, którego Niemcy nie bombardowali. 


To dom z mojego dzieciństwa.


Dziś w miejscu rzeźby rośnie ogromna topola biała.
A w byłym szpitalu mieści się Zespół Szkół.


Mam rodzinkę na wsi i oni nie wyobrażają sobie życia w mieście, tak jak ja na wsi. Akurat mieszkam w takim miejscu, że wystarczy wsiąść na rower by po chwili leżeć na trawie nad rzeką Dobrą. 
W sobotę objechaliśmy na rowerach pół Wrocławia i to przede wszystkim tę zieloną część. Piętnaście minut spacerkiem od centrum jest takie miejsce:






To park Szczytnicki. 

Zdjęcia nie są najlepsze ponieważ wykonałam je telefonem. 
A telefon jak sama nazwa wskazuje służy do telefonowania (masło maślane). Nie posiadam smartfona z mega pikselami. Mam mój ulubiony zwykły fon :).

Po mimo bólu tyłka po sobotnich wojażach, to w niedzielę również pojechaliśmy brzegiem Odry w stronę Mostu Milenijnego:






Oczywiście nie zapomniałam o moim ptaszysku. Czapla siedziała tym razem na latarni tuż przy Mostach Jagiellońskich. W końcu to wrocławianka, więc wolno jej siedzieć na latarni. Typowy mieszczuch jak ja :)



POZDRAWIAM