piątek, 9 sierpnia 2013

10 litrów życia

Robię coś co sprawia, że nie czuję się tylko biorcą na tym naszym padole (ale wymyśliłam). Może wybiegam zbyt daleko, ale chcę by pozostało coś po mnie gdy już mnie nie będzie (mam nadzieję, że nie prędko). 

Nie umiem napisać przyzwoitego wiersza, nie umiem namalować choćby kwiatuszka, nie udzielam się charytatywnie (niestety...). Czyli w twórczości zawodzę i w tym temacie nic nie pozostawię. Ale mogę coś innego w zamian dać. Dzielę się tym czego mi nie brakuje. I bardzo się starm nie myśleć, że wówczas ktoś w zamian pomoże mi. Żadne "coś za coś". Nie o to chodzi...

 Nie chcę nic w zamian, żadnych przywilejów dla honorowego dawcy, bo nigdy z nich nie korzystam. Przyjmuję czekoladę, bilet na tramwaj i myśl, że czyjeś życie uratowane. To mi wystarczy. Przyznam się, że czasami korzystałam z przysługującego mi wolnego dnia od pracy... ech boskie lenistwo.


Jak w każde wakacje brakuje krwi A RH-, A RH+ i 0 RH-.
Hemoglobinę mam jak koń i dorodna ze mnie baba, to nad czym się zastanwiać. Czuję satysfakcję, bo gdzieś tam w ludziskach płynie 10 litrów mojej krwi... 
Zapisałam się do dawców szpiku i moje podroby też są do wzięcia. 

Tym o to krwistym akcentem pozdrawim i namawiam do honorowego krwiodastwa.