środa, 18 lutego 2015

Myślę, że w życiu każdej dziewiarki nadchodzi taki moment... 
taki jak u mnie teraz?
Moment w którym odłożyłam swoje ukochane dziergadła i ...

poszłam do fryca
fota z rąsi, ups widać moje złamane ucho

Fryzjerka cudnie miziała mnie po łepetytnie - byłam jak na haju
Wy też lubicie gdy ktoś was czesze? 



Wpadłam w szpony zdrowego odżywiania
carpaccio z burakiem (jesteś tym co jesz hłe hłe)




A gdy już ogarnęłam  niekończącą się papierologię

mój roboczy rozpiernicz


Wróciłam do domu piechotą

robi wrażenie :)

ten tramwaj odpuściłam

zachodzące słońce i polibuda

fotka zrobiona z Mostu Szczytnickiego


A dziewiarsko popełniłam kilka łaszków. 
Wydziergałam kamizelkę i chustę dla "teściowej". 
Zrobiłam sobie pareo na szydełku na plażę, a konkretnie na tyłek.
Zaczęłam bawełniany sweterek dla siebie.
Zdjęć nie ma, bo nie. Jakoś mi nie po drodze.
Bo robię wszystko inne w oczekiwaniu na wenę twórczą.

Cieplutko pozdrawiam i jeszcze trochę pobędę 
w swoim rozmemłaniu.

Jola